Co pewien czas zamieszczam tu „tajemniczy fragment” książki, która jest dopiero przygotowywana do druku, nie podając szczegółów. Tak będzie i dziś. Dodam tylko, że dla osób, które planują lub spodziewają się dziecka będzie to lektura obowiązkowa.
Ten rozdział powinien się nazywać: czego nie mówią w szkole rodzenia. Ale także: czego nie mówią inne mamy, żeby cię całkowicie nie zniechęcić do posiadania dzieci. Będę do niego dopisywać sukcesywnie wszystkie rzeczy, które mi się przypomną. Że karmienie piersią na początku boli, nawet jak wszystko jest w porządku. I po to uruchamia się do krwi środek znieczulający, który działa już po kilkudziesięciu sekundach od pociągnięcia przez dziecko/laktator. Jak odchodzą wody płodowe? Nie tylko łagodnie, w łóżku, nagle robi nam się ciepło. Mogą eksplodować! Że nawet ze znieczuleniem zewnątrzoponowym skurcze parte wściekle bolą, a przecież przy nich należy wykonać jeszcze wielką pracę! Że po porodzie warto jest zapłacić każde pieniądze za bliskość czystej intymnej łazienki.
A nawet jak coś powiedzą, to człowiekowi nie starcza wyobraźni, żeby to sobie przełożyć na połogowe realia. Karmienie co trzy godziny? Przecież to oznacza, że przez parę miesięcy nie pośpisz dłużej niż dwie i pół godziny naraz! Jestem rozkojarzona i chaotyczna bardziej niż zwykle, do znajomych mówię, że to brak fazy REM i po to jest urlop macierzyński, żeby kobiety niczego w takim stanie nie popsuły w pracy.
Cztery dni po porodzie przyjechała do nas moja mama z jedzeniem popakowanym na klika najbliższych dni: rosołki, klopsiki, pierogi, krupnik, szarlotka. Mój młodszy brat pyta ją przed wyjazdem: – Zostawisz mi kawałek ciasta czy wszystko weźmiesz do Magdy? Ja nawet za bardzo nie lubię szarlotki, ale włącza mi się syndrom starszego dziecka.
Nigdy nie przypuszczałam, że będę komuś tak wdzięczna za posiłek.
Mama się dziwi: masz tyle książek, a nie kupiłaś niczego o ciąży i rozwoju dziecka? Ona nie wierzy w wiedzę z portali internetowych, przefiltrowaną przez zdrowy rozsądek, i wysyła mi swój stary poradnik, chyba z początku lat osiemdziesiątych, gdzie o karmieniu piersią piszą, żeby od pierwszych dni karmić dziecko o 9, 12, 15, 18, 21, północy, a potem dopiero o szóstej rano. Autorzy nie piszę niestety, co robić, gdy dziecko w przerwie ryczy i domaga się ssania. Inna sprawa, że z przyjemnością czytam książkę o rozwoju dziecka, napisaną poważnie i rzeczowo, z wiedzą niepoddaną marketingowym zabiegom i bez – czasem nawet nieuświadomionego – piaru różnych produktów. Fascynujący jest rozdział o wychowaniu i zabawach w drugim i trzecim roku życia, choć z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się, że dzielą nas od nich lata świetlne.
Moja doba, moje życie zostało poszatkowane na trzygodzinne sety: karmienie, usypianie, czuwanie, bez względu na porę dnia i dzień tygodnia. Lato, jesień, zima, wiosna, do Boliwii droga prosta, wiosna, lato, jesień, zima, nic mi się nie przypomina. – Od tej pory już nigdy nie będziesz sama – mówi moja mama. Zapominam o Krzysiu tylko na chwilkę, choć jeszcze w parę tygodni po jego narodzinach budził mnie w nocy płacz, a ja przez moment nie wiedziałam, co się dzieje. W końcu prawie trzydzieści lat bez dziecka zrobiło swoje.
Po urodzeniu syna zmieniła mi się biochemia mózgu. Nie mogę słuchać wiadomości o molestowanych dzieciach i bitych noworodkach. Może dlatego, że część mnie w głębi duszy już wie, że to takie proste: zemścić się na dziecku za to, że jest.
Najnowsze komentarze