Muzeum jak za Gierka
Wydawca Czekam na komentarze »Jakiś czas temu w sklepach pojawiła się „szynka jak za Gierka”. Nie bardzo rozumiałem ten pomysł, bo nie sprzedawano jej na kartki, ale widocznie producent uznał, że Gierek się dobrze kojarzy i po „szynce z babuni” przyjmie się i „szynka z Gierka”.
Wczoraj ulica Tamka była przez pół dnia zamknięta. Dlaczego zamknięta? Otwierano bowiem Muzeum Chopina. Wspaniale. Gorzej, że to otwarcie „jak za Gierka”, bo zaraz po otwarciu dla oficjeli muzeum zamknięto i dla publiczności otworzy podwoje dopiero za miesiąc.
Ale Gierek Gierkiem – wróćmy do książek. W tym tygodniu zacznie trafiać do księgarni „Mozaika rodzinna. Losy polskich potomków Johanna Reiffa, mieszczanina, Niemca osiadłego w Polsce” Marii Diatłowickiej. O Chopinie też tam jest.
19 września 1863 roku po południu Berg wracał Nowym Światem na Zamek z codziennego objazdu miasta. Z czwartego piętra domu hrabiego Andrzeja Zamoyskiego koło kościoła Świętego Krzyża, u wylotu na Krakowskie Przedmieście – w którym jak wspominałam mieszkał Jan Reiff z rodziną – zrzucono na jego powóz dwie butelki z płynem zapalającym. Następnie padł strzał z garłacza nabitego siekańcami, na koniec rzucono z okna kilka bomb. Ciosy nie były celne: siekańce pokiereszowały oparcie powozu, mundur Berga oraz jego adiutanta. Obaj jednak wyszli z tego cało. Bomby i butelki padły na bruk, raniąc jedynie konie z zaprzęgu i kozackiej eskorty. Berg, wracając na Zamek, wydał rozkaz obsadzenia wojskiem domu, z którego padły strzały i aresztowania mieszkańców.
Małgorzata Baranowska w książce Warszawa, lata, wieki opisuje to wydarzenie następująco: Zaraz po zamachu policja z wojskiem rzuciła się do wnętrza domu, żeby złapać winowajców. Ci jednak tyłami przez ogrody zbiegli. Zamknięto bramy i wszystkich mieszkańców domu, szczególnie mężczyzn, w liczbie stukilkudziesięciu, spędzono na podwórze (…) Dom był zamieszkany przez ludność zamożną; wszystkie kosztowności, jakie tylko się tam znajdowały, zginęły w kieszeniach rabusiów. (…) Rozbiegłe po całym mieście rozszalałe żołdactwo dopuszczało się gwałtów i nadużyć. Opustoszały ulice. Do późnego wieczoru trwał pożar, który musiano gasić, bo stawał się groźny dla miasta. Wszystkich mieszkańców domu aresztowano i pognano do Cytadeli. Wśród nich była rodzina Jana Reiffa.
Berg kazał skonfiskować tak dom, jak i leżący obok pałac hrabiego Andrzeja Zamoyskiego ze wszystkim, co w sobie zawierał, a syna hrabiego, Józefa, wysłano na Sybir. Natomiast uwięzionych w Cytadeli wypuszczono.
Jak pisał Józef Kajetan Janowski w Pamiętnikach, Berg przestraszony po nieudanym zamachu wpadł we wściekłość i w pierwszej chwili wydał rozkaz zburzenia domu armatami. Zdołano mu wytłumaczyć niewłaściwość tego środka i że lepiej dom zachować, ale go zabrać… Tymczasem zrabowano dom. Wszystkie sprzęty wyrzucano oknami na ulicę, a stosy nagromadzone, kazano spalić. (…) Różne pamiątki po Szopenie, przechowywane przez jego siostrę, panią Jędrzejewiczową, wraz z jego fortepianem wyrzucono na ulicę i spalono.
Wydarzenie to opisuje dobrze znany ze szkoły jeden z najpiękniejszych wierszy Norwida Fortepian Szopena:
Patrz!… z zaułków w zaułki
Kaukaskie się konie rwą –
jak przed burzą jaskółki,
Wyśmigając przed pułki:
Po sto – po sto – –
– Gmach – zajął się ogniem, przygasł znów,
Zapłonął znów – – i oto – pod ścianę –
Widzę czoła ożałobionych wdów,
Kolbami pchane – –
I znów widzę, acz dymem oślepion,
Jak przez ganku kolumny
Sprzęt podobny do trumny
Wydźwigają… runął… runął – Twój fortepian!




Najnowsze komentarze