Ciągle o związkach (ale to zawsze jest ciekawe)

kiedy-okladka500pxJakoś trudno oderwać się od tematu związków walczących z przeciwnościami. Oto kolejna para: dzięki portalowi poetyckiemu, na którym publikują swoje wiersze, między Elwirą i Stefanem zaczyna rodzić się uczucie. Tyle, że oboje nie są na to przygotowani. Ona, mężatka, wiodąca spokojne, dostatnie życie u boku człowieka, którego, jak jej się wydaje, kocha. On, wdowiec, ciągle tęskniący za swoją zmarłą żoną. Nieśmiała początkowo znajomość przeradza się w…

Oczywiście nie zdradzę zakończenia, poniżej fragment powieści:

Odebrałam wiersz jak wyznanie zwiastujące uczucie. Tym bardziej, że pod wierszem pisał o chęci spotkania. Wpadłam w panikę. Najpierw Kris, teraz Stefan. Akurat teraz, gdy życie, na którym zależy mi najbardziej zaczyna nabierać rumieńców. Muszę się dobrze zastanowić nad statusem tych znajomości.

Kris – jednonocna przygoda, która miała sens tylko przez tę jedną noc. Teraz nie mieści się w nawet w wyobraźni. Stefan. Kim jest? Wieczne pytanie, które jest napędem do podtrzymywania korespondencji. Jest jak mystery novel, mimo otrzymanych informacji od Krisa. Poza tym sympatyzuję z jego nieszczęśliwym życiem. Do tego dochodzi też uczucie współczucia i chęć pomocy i jakieś inne uczucie. Z jego e-maili wynika, że jest samotny i nie bardzo wierzy w siebie. Znajomość z nim to również dla mnie pewnego rodzaju misja (może?). Postanowiłam po raz kolejny, że pomogę mu uświadomić sobie własną wartość, wskażę mu na te cechy charakteru, które ignoruje, powiem mu jak wierzyć w siebie. Pierwszy najważniejszy krok mam już za sobą. Zainteresowałam go swoją osobą. Stwierdzenie, że mnie lubi w znajomości korespondencyjnej jest jakby preludium. Zdaję sobie sprawę, że jestem atrakcyjna i moje zainteresowanie nim i jego wierszami będzie potwierdzeniem jego kiełkujących podejrzeń, że musi być w końcu coś wart skoro go polubiłam (może?). Szlachetna misja i w oczach kogoś, kto nie zna sytuacji, wydawać się może wyrafinowana, ale to nie prawda. Stefan jest przyjacielem. Ze Stefanem można niewinnie i na wesoło poflirtować i najważniejsze to to, że mogę z nim dowoli porozmawiać o poezji. Jest znawcą. Przestał pusto chwalić moje wiersze, więc zaczęłam ufać jego opinii. Jego oceny wiersza nie są już słodkimi komplementami napisanymi w celu zrobienia mi przyjemności, a są fachową analizą, listą wskazówek, co zmienić, jaki wers usunąć, co uwydatnić, a co załagodzić. Daje niezłe rady co do formy. Stefan jest świetnym intelektualnym i artystycznym korespondencyjnym partnerem. Czekam na jego maile z niecierpliwością. Zawsze mnie czegoś nauczy, poda jakieś nowe nazwisko poety, którego wiersze chcę przeczytać. Moją drugą miłością po mężu są wiersze. Z Bernhardem nie porozmawiam na ten temat, bo on uważa, że poezja w 95% jest wytworem nadwrażliwych nieudaczników i łudzących się, uciekających od rzeczywistości słabych ludzi.
– Wzięliby się do roboty, a nie tworzyli tylko im zrozumiałe banialuki.
– Kochanie, obrażasz mnie.
– Ty mieścisz się w tych pięciu procentach normalnych realistów, którzy znaleźli lekarstwo na nudę w postaci pisania.
– Nie o nudę chodzi, a o pasję. Gdybyś chciał poczytać wiersze, zrozumiałbyś, że poezja przenosi człowieka w sferę uczuć dostępnych tylko za pomocą zmysłów, wyobraźni i można ją sobie ubarwić, tak jak ubarwia się życie. Wiersze to skondensowane wnętrze upuszczane kropla po kropli poza ograniczoność ciała. Poezja to światło produkowane w umyśle. Jak podskórne wody niosące różne mądrości i prawdy wkręcając czytelnika w rwące nastroje niedostępne na co dzień. Wiersze dostarczają bardzo wyraźnych intelektualnych i uczuciowych bodźców, mój mężu – czułam, że przesadziłam z patetyzmem..
– Więcej miałabyś doznań, gdyby ktoś ukłuł cię szpilką w tyłek – roześmiał się na głos.
– Ale ja to lubię, chcę pisać i chciałabym czytać ci moje wiersze – spojrzałam błagalnie.
– A pisz, pisz, przynajmniej masz rozrywkę, ale ja odpadam, nie ze mną, moja droga. Zdrowy facet, realista, czytający poezję… O czym to świadczy? O tym, że albo jest gej, albo, że jego życie jest nic nie warte. O tym, że szuka w idiotycznych zapiskach ujścia frustracji, zazdrości, uśpienia, może narkotyku… Wiesz, co myślę o ćpunach i alkoholikach?
– Wiem.
– No właśnie. Dodaj do tej grupy poetów.
– Pozwól, że przeczytam ci kilka wierszy, proszę.
– Już raz się zgodziłem, pamiętasz? Jeśli kiedykolwiek mogłabyś mnie skusić do słuchania, to przeczytaj mi coś z rymami, coś śmiesznego, napisanego jasno i wyraźnie na konkretny temat, a nie Bóg wie co. Nie lubię się domyślać, zastanawiać się, o czym pisze poeta. Niech sobie pisze, co mu się podoba, ale ja nie mam ochoty w to się wgłębiać – powiedział popijając herbatę.
Ponowne próby wciągnięcia Bernharda w dzielenie mojego hobby sczezły na niczym. Bernhard nie dawał poezji szansy.
– Chodź do łóżka, kochanie, tutaj zbiegają się nasze wspólne zainteresowania. Po co szukać nowych. Zresztą masz swój portal, tam się wyżywaj moja poetko. Nie mam nic przeciwko. A teraz chodź, pokażę ci, na czym polega prawdziwa poezja.
Może i ma rację. Nie można mieć w życiu wszystkiego. Na „moim” poetyckim portalu jest jeden poeta, który pisze rymami i na konkretne tematy i do tego z humorem. Może przeczytam Bernhardowi jego wiersze.

Całość można kupić jako książkę lub ebook.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

Leave a Reply