Fantasmagorie

fantasmagorie-okladka500pxAutorka pisze o swojej książce: „Podróż do szczęścia przez słodko-gorzkie koleje losu, która – choć nie raz wyciska z nas siódme poty – zawsze jest opłacalnym przedsięwzięciem i wynagradza nas bogactwem doznanych emocji. Jest to historia, dzięki której zobaczycie, że mimo wszelkich przeciwności, jakie spotykamy na swej drodze, można szczerze kochać wszystkie z trudem przemierzone ścieżki i wciąż dostrzegać małe promyki słońca za horyzontem”.
Warto zanurzyć się w te prozę, śledzić pokomplikowane nieraz losy bohaterów. Przeczytajmy fragment:
Ciągle mnie zastanawia – jak to jest z przyjaźnią damsko-męs­ką? Zdaję sobie sprawę z tego, że powiedzenie, iż owy rodzaj koleżeństwa w ogóle nie ma racji bytu nie jest wyssane z palca, bo prędzej czy później prowadzi do pożądania. Ale z drugiej strony – niektórzy ludzie przecież skutecznie utrzymują takie relacje. A może tylko tak im się wydaje? Może to tylko pozory i nawet kiedy jedna strona jest przekonana o tym, iż ów rodzaj miłości jest czysto platoniczny i nie prowadzi do kontaktu seksualnego, to druga ma na ten temat zgoła inne poglądy?

Niektórzy twierdzą, co jest poparte badaniami, że jest możliwe zbudowanie silnej relacji między kobietą a mężczyzną, która będzie całkowicie pozbawiona napięcia o charakterze erotycznym. Inne badania z kolei donoszą, że zdaniem połowy ankietowanych taka przyjaźń zawsze jest w pewien, większy bądź mniejszy sposób, dyktowana pociągiem seksualnym, a dla mężczyzn taki rodzaj przyjaźni niejednokrotnie stanowi właśnie drogę do rozpoczęcia romansu. Ponadto, co trzecia kobieta ma trudności z utrzymaniem takiej przyjaźni jedynie na stopie koleżeńskiej. W życiu bywa różnie, jednym się to udaje, innym nie, ale wiem jedno: ja zdecydowanie należę do tej jednej trzeciej części kobiet.
Będąc w liceum byłam w związku z Aleksandrem. Byłam w nim szalenie zakochana i nie istniał dla mnie żaden inny chłopak – poza nim nie widziałam świata. Niestety po pewnym czasie przestało się nam układać, nieustannie toczyliśmy o coś spory i nie mogliśmy nijak dojść do porozumienia. Miałam w tym czasie pewnego kolegę, Maxa, z którym co prawda widywałam się bardzo rzadko, bo nie częściej niż raz na pół roku, ale z którym czasem prowadziłam korespondencję. Nigdy nie patrzyłam na niego jak na potencjalnego partnera ani nie czułam żadnego pożądania, był mi bliski jedynie dlatego, że podobnie postrzegaliśmy świat i miałam ogromne przeczucie, że mnie doskonale rozumie. Aż pewnej nocy, kiedy mój ówczesny chłopak mnie olał i poszedł na dyskotekę z koleżanką, a ja płakałam sama w mieszkaniu, że ciągle go nie ma – przyśnił mi się mój przyjaciel. Sen nie byłby niczym dziwnym, gdyby nie fakt, że uprawialiśmy w nim tak ostry seks, że nie mogłam o tym zapomnieć przez kilka następnych tygodni. Po tej nocy czułam ogromne wyrzuty sumienia przez moje niesforne myśli i postanowiłam urwać kontakt z Maxem. On w tym czasie poznał Darię i stali się nierozłączni, a ja niedługo potem w wyniku kłótni rozstałam się z Aleksandrem, po czym weszłam w kolejny związek. Z Maxem w międzyczasie wymieniłam jedynie kilka wiadomości. Aż minęło kilka lat, rozpadł się mój kolejny związek, Max rozstał się z Darią i wylądowaliśmy ze znajomymi w barze. Obawiałam się tego spotkania i jego skutków. Wszyscy pijani, niektórzy upaleni, a pośrodku ja i on – unikamy własnych spojrzeń, a atmosfera robi się coraz cięższa. Max był dość specyficznym człowiekiem, z pewnością nie dało się go tak łatwo poznać i zrozumieć – i chyba właśnie to mnie w nim kręciło. Miał duszę artysty i swój świat, a ja byłam jedną z nielicznych osób, które zawsze miały prawo wstępu do jego wnętrza. Siedzieliśmy tam w tłumie tych wszystkich ludzi, a ja czułam jak przenika mnie myślami na wylot. Na samo wyobrażenie o tym, co działo się wtedy w jego głowie miałam mokre majtki.
Po pewnym czasie podjęliśmy decyzję o zmianie lokalizacji i wszyscy razem przenieśliśmy się do pracowni Maxa. To miejsce miało nieopisany klimat. Max często rysował, rzeźbił, przygotowywał różne makiety, ale nie był typem człowieka, który się z tym uzewnętrzniał i wszystkie swoje skarby trzymał schowane w swoim małym, prywatnym zaciszu w piwnicy. Na środku pracowni stały trzy kanapy ustawione dookoła ławy, a na wprost – projektor. I tysiące rupieci. Dosłownie wszędzie stosy szpargałów, pamiątek, do niczego nieprzydatnych rzeczy. Taki stary klimat.
Wszyscy oglądali jakiś film, a ja starałam się rozluźnić i nie myśleć o tym, co zaraz się wydarzy, więc postanowiłam wyjść na chwilę na dwór i zaczerpnąć odrobinę świeżego powietrza. Odwróciłam się, skierowałam do drzwi i stanęłam jak wryta. Na drzwiach od wewnętrznej strony był przyklejony mój portret naszkicowany przez Maxa z datą sprzed kilku lat. Nie zauważyłam go wcześniej. Przemyślałam wszystko szybko i zdałam sobie sprawę z tego, że nie mógł go tu powiesić celowo, bo nie wiedział, że tu będę – zwłaszcza, że data wskazywała na czasy mojego liceum. Zrobiło mi się gorąco, otworzyłam drzwi i znalazłam się na korytarzu. Moja dłoń zatrzymała się na kolejnej klamce, kiedy poczułam za sobą czyjąś obecność. Byłam pewna, że to on.

Zachęcam oczywiście do poznania całości: wersję drukowaną można kupić tutaj, a ebook tutaj.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

Leave a Reply