Usłyszałem dziś w radio wiadomość, że w związku z mrozami ulice niektórych miast mają być ogrzewane „w stary sprawdzony sposób” czyli koksownikami. (Koksownik – jeśli ktoś nie wie – to taki kosz z prętów stalowych, w którym pali się koks). Ale kiedy ten „stary sposób” się „sprawdził”? Otóż koksowniki widziałem w swoim życiu raz, w zimie 81/82. Ogrzewali się przy nich żołnierze, którzy pilnowali by w stanie wojennym społeczeństwu nie przyszły do głowy jakieś antysocjalistyczne pomysły. Do żołnierzy i koksowników nikt nie podchodził, chyba że – jak donosiła rządowa propaganda – ludzie z kwiatami i gratulacjami, że wreszcie z tą Solidarnością zrobiono porządek.